aktualności

„A Pan to kiedyś pływał na kajaku?”

05.09.2015

W niedzielę 6.09.2015 będziemy emocjonować się rywalizacją kajakarzy, którzy będą walczyć o zwycięstwo w Pucharze Pienin im. Bronisława Warusia. Zapraszamy do przeczytania historii niesamowitego zawodnika i wspaniałego trenera Bronisława Warusia.

Bronisław Waruś. Niesamowity zawodnik, wspaniały Trener

Ponad 500 medali, 100 tytułów mistrza Polski, mistrzostwo świata, występy olimpijskie - to dorobek wychowanków Trenera - legendy Bronisława Warusia. Wielką klasę potwierdza reprezentacyjny trenerski angaż, liczący 15 lat.

Wyniki zawodnicze także są znakomite. Czterokrotnie wziął udział w mistrzostwach świata. W Augsburgu w 1957 roku w konkurencji k-1 x 3 wywalczył brązowy medal. W austriackiej miejscowości Spittal w 1963, startując w tej samej konkurencji, zdobył srebro. W 1968 otrzymał tytuł „Zasłużonego mistrza sportu”. W roku 1978 otrzymuje Brązowy Krzyż Zasługi w roku 1989 Krzyż Złoty.

Początek wielkiej przygody z kajakami Bronisława Warusia to rok 1947. W karierze bardzo wspierała go mama, często osobiście stawiała się na zawodach. Między przejazdami częstowała zawodników herbatą.

 Kariera nabrała przyspieszenia wraz z wstąpieniem do wojska w roku 1954. W latach 1954 -56 był w służbie czynnej. Kolejne prawie dwa lata spędził oficjalnie jako pomocnik magazyniera. Ale tak naprawdę ciągle na torze. Do „specyficznej służby”  zaciągnął go mjr Spychał, który zauważył go na zawodach o Błękitną Wstęgę Brdy. Zawodnik z Pienin spisywał się tam znakomicie. W wojsku  reprezentował barwy WKS Bydgoszcz, gdzie drużynowo zdobył mistrzostwo Polski. Życie w koszarach wspomina z wielkim sentymentem - duży luz, komfort życia i spore pieniądze, jak na owe czasy.

 Po służbie wojskowej do Szczawnicy wrócił 29 września 1957 roku. Bezpośrednim powodem powrotu, mimo propozycji zostania w Bydgoszczy, była miłość do przyszłej małżonki. Po powrocie związał się z klubem Pieniny Szczawnica. W roku 1968 rozpoczął pracę szkoleniową w Krościenku. I od samego początku cel był tylko jeden - uczynienie z Krościenka przodującego w kajakarstwie górskim ośrodka.

 Przepis na trenerski sukces według Bronisława Warusia składa się z wielu składników. Niezbędna jest dyscyplina i brak kompromisów, brak tolerancji dla używek, praca i jeszcze raz praca oraz stanowczość prowadzącego zawodników. W sporcie nie można pozwolić sobie na kompromisy. Jeśli zawodnik popełnia błąd, reakcja trenera i korekta musi być natychmiastowa. Trener musi budzić respekt i szacunek.

 W zimie drużyna z Krościenka średnio 13 razy stawiała się na biegówkach w schronisku na Przechybie. W schronisku obiad, suszenie przemoczonych rzeczy i z powrotem do Krościenka. Po takim treningu żaden wysiłek i nawet najtrudniejsze warunki nie były straszne zawodnikom z Krościenka. W lecie natomiast na wodę i to dosłownie. Pierwszy trener w kajaku, za nim zawodnicy. System ,,jeżdżącego” trenera sprawdzał się znakomicie. Oprócz wielkich oczekiwań wobec zawodników, na sukces muszą pracować również władze klubu. Niezbędna jest współpraca między trenerem, a zarządem. W złotych czasach krościeńskich kajaków, dwóch ludzi dopełniało się znakomicie - Trener Waruś oraz prezes Grzywnowicz. Liczne obozy, znakomity sprzęt, pełna niezależność wybitnego Trenera - z tego musiał urodzić się wielki sukces. 

 Po cyklu szkoleniowym przychodzą zawody. Bardzo ważne są częste starty o stawkę - od zawodów międzyszkolnych, powiatowych, przez wojewódzkie, do zawodów rangi krajowej i międzynarodowej.

 W czasie rywalizacji trener Waruś przyjął metodę swojego przyjaciela, trenera kadry Antoniego Kurcza. Zwykł on mówić: „jutro są zawody. Masz się elegancko ubrać i nic się nie odzywać. Zawodnik musi być na tyle inteligentny, żeby sam sobie dać radę. Nagadałeś się na treningu”.

 
Recepta na sukces na torze?

 -„W gardle piecze wszystkich, kto przetrzyma, ten wygra. Ból i zmęczenie dosięga wszystkich; jeżeli chcesz wygrać, musisz wytrzymać”.

Przykładem ogromnego sportowego zacięcia jest Maria Ćwiertniewicz, która wyszła spod ręki trenera, niczym oszlifowany szlachetny kamień. Prosta zasada sukcesu - 3 godziny treningu indywidualnego do południa, po południu 2 godziny już razem z całą grupą. I najważniejsze - góralski charakter. 

 
Trener wspomina :

- „Najlepszym sposobem na zmobilizowanie Marii do zawodów, było zagranie jej na nerwach kilka godzin przed rywalizacją. Sportowa złość w tym przypadku pozwalała wznieść się na wyżyny”.

 Retorycznie pyta:

 - Czy i dzisiaj nie znalazło by się w Krościenku takich zawodników jak Maria Ćwiertniewicz?

Zapytany, w jaki sposób udało mu się przyciągnąć tak wielu młodych ludzi do siebie, przedstawia konkretny plan rekrutacyjno- promocyjny:

 -Należało rozpocząć promocję w szkołach poprzez organizację kajakarskich pokazów: sprzętu, trofeów, możliwości podróży i rozwoju. Angaż rodziców w życie klubu był niezbędny, całe rodziny żyły kajakami w Krościenku. Zdarzały się lata, że na ulicy Zdrojowej w każdym domu był kajakarz. Niestety, teraz sytuacja odwróciła się diametralnie, na Zdrojowej ciężko znaleźć kajakarza.

Popularność kajakarstwa była ogromna, zdarzały się lata, że Memoriał Wernera dosłownie paraliżował szkoły. Dzieci uciekały z lekcji, by obserwować zawody.

 Przyznaje, że często towarzyszył mu strach. Strach o zawodnika. Nigdy jednak nie dał tego po sobie poznać. Zawsze dopełniał wszelkich formalności, odnośnie zaświadczeń od rodziców czy kart pływackich. Także tutaj nie pozwalał na kompromisy. Zdarzało się, że nie wpuszczał zawodników na tor, dbając o ich bezpieczeństwo. Jedno takie zdarzenie dotyczyło późniejszego dwukrotnego vice- mistrza świata - Stanisława Majerczaka. Całą tą sytuację zobaczył ojciec zawodnika -Julian. Reprymenda spadła na trenera, dlaczego nie puszcza syna. W tym przypadku warto było ryzykować, co pokazały późniejsze świetne wyniki.

 
W historii krościeńskich kajaków zdarzyły się niestety również przypadki tragiczne. Wody jednego z torów nie pozwoliły przeżyć zawodniczce filii kluby w Tylmanowej, Beacie Syjud. To tragiczne wydarzenie wpłynęło na decyzję o ostatecznym rozwiązaniu kajaków w Tylmanowej.

 To dzięki Trenerowi Maria Ćwiertniewicz nie odeszła od sportu po wypadku na torze w Zwickau w 1968. Wypadek był bardzo poważny, niewiele brakowało, a zakończył by się tragicznie. 

 Lęk Marii po wypadku był ogromny. Wydawało się, że kolejne starty nie wchodzą w grę. Znając Marię doskonale, po raz kolejny Trener zagrywa zawodniczce na ambicji – przecież po jej wycofaniu rywalki straciłyby najpoważniejszą konkurentkę. Powrót był bardzo spokojny, nie na torze, tylko na stojącej wodzie.

Pamiętam jak cały kajak się trząsł, gdy weszła po raz pierwszy do wody po wypadku – wspomina.

 Na szczęście dla Trenera, dla Marii i polskiego sportu, powrót okazał się udany.

 Krościenko stało się ważnym miejscem na mapie kajakarskiej kraju. A często sława krościeńskich kajakarzy wychodziła poza granicę Polski.

 Pewnego razu do Krościenka przyjechał niezwykły gość -Trener Flaischer z NRD.  Obserwował pływających po Dunajcu: Janusza Dydę, Ryszarda Hałgasa i Witolda Kozłowskiego. Po czym odparł do Trenera Warusia:

- Waruś ale masz materiał, ale oni jeżdżą!!!

Wspominając Ryszarda Hałgasa, wielki talent z krościeńskiej przystani, mówi:

 - Ryszard wody się nie boi, żadnej wody się nie boi. Potrafił wpłynąć w każdą dziurę bez strachu. Pamiętam, jak na jednych zawodach na torze w Lipnie zaliczył 15 eskimosek.


Czym dla Trenera Warusia są kajaki?

 -Kajaki są sensem życia. Sport stał się przepustką do dalekich podróży, poznawania ciekawych ludzi, wielu z kategorii wielkich mistrzów. Ale sport to również wyrzeczenia. Częste wyjazdy, stres.

 A marzenia?

- Medal olimpijski zawodnika z Krościenka
 
Jego pasję podzielają wnuki, które stawiają pierwsze kroki na torach kajakarskich.

 Jak dzisiaj pamięta spotkanie z Karolem Wojtyłą. Przyszły Papież był częstym gościem w Krościenku. Prywatnie przyjaźnił się z księdzem Krzanem. Pewnego razu spacerowali po ulicy Kingi. Przypadkiem spotkali Warusia. Wojtyła poklepał go po ramieniu mówiąc:

- Kajakarzu trzymaj, tak jak trzymasz.


Do tej pory z uśmiechem wspomina sytuację z krościeńskiej przystani, kiedy podeszła do niego około dziesięcioletnia dziewczynka i zapytała:

 - A Pan to kiedyś pływał na kajaku?

Jakub Dyda


 
galeria zdjęć
komentarze
reklama
najnowsze ogłoszenia
już wkróce
  • 13 12.2018
  • 13 12.2018
  • 17 12.2018
  • 17 12.2018
  • 18 12.2018
  • 31 12.2018
  • 31 12.2018
  • 09 02.2019
reklama
dołącz do nas