Odcinek 21
Agnieszka Radwan-Stefańska
‘[...] czasami bywa tak, że gdy się wie coś ważnego, to całą siłę stanowi milczenie. A kiedy zaczyna się mówić, przychodzą kłopoty’. Andrew Klavan
Na początku będzie trochę z wyższej półki, a nawet tej najwyższej, sięgającej sejmowej mównicy.
Sporo się ostatnio o kulturze tam nie mówiło. Ba, fakt ten stanowił nawet powód do radości i uspokojenia dla samego resortowego ministra. Media od jakiegoś już czasu kazały z niecierpliwością czekać na... oczekiwane z niecierpliwością expose nowego szefa rządu (szefa nowego rządu; nowego szefa nowego rządu... itp.). No więc czekaliśmy... I doczekaliśmy się. Jako ludzie pretendujący do miana kulturalnych czekaliśmy na coś kulturalnego, choćby w proporcji promila do całości. No i było kulturalnie, tylko że znów nic o kulturze. Ech... Ale na czym polegała w świetle owych faktów radość kulturalnego ministra? Wytłumaczył swoją postawę zaraz po opuszczeniu budynku Sejmu, jak zawsze kulturalnie, z elegancją i przekonująco. A mówił mniej więcej tak: Pan Premier skupił się na gospodarce i oszczędnościach, w perspektywie nadciągających trudnych lat. Mówił, gdzie trzeba będzie oszczędzać, komu obciąć, komu nie dać, komu dać i odebrać itd. Drżał zatem Szanowny Pan Minister z każdą minutą przemówienia, czy jego szef sięgnie także po kulturę? Uff... Skończył. Nie sięgnął! A może nie sięgnął tam, gdzie w ogóle już wzrok nie sięga...? Tak więc drodzy Państwo mamy po raz pierwszy w historii sytuację, kiedy przyszło cieszyć się z faktu, że słabiutkiej, ledwie dychającej Kultury nie zauważono. Oznacza to być może, iż nie zostanie dokonana na jej marnym żywocie ostateczna eutanazja, tylko pozwoli się jej dojść swoich dni w opuszczeniu i zapomnieniu, zejść w sposób naturalny. W każdym razie nie jest źle, bo przecież mogło być gorzej. ‘Zdrowie nieboszczyka!’
Przemówił za to o kulturze szacowny profesor historii, od ponad ośmiu lat pozostający na etacie Prezydenta Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. Przemówił odważnie i jakże nowatorsko.
A było mniej więcej o tym, jak będzie: otóż instytucje miejskiej kultury przejdą na swój i prawie tylko swój przysłowiowy garnuszek. Staną się być może spółkami handlowymi, spółkami jawnymi, spółkami z o.o., itd. W cywilizowanym świecie, od starożytności już, formę ludzkiej egzystencji kształtują jak wiadomo dwa byty: corpus i animus. Ów pierwszy byt to wszystko, co pozwala egzystować w sensie materialnym. Drugi zaś wydaje się szczególnie ważny (wbrew pozorom), ponieważ to właśnie on odróżnia nasze ludzkie bytowanie od wszelkich innych form trwania. Wszystko co piękne i mądre pobudzone zostało przez dostępną jedynie człowiekowi sferę ducha. To corpus żywi animus,
a animus nadaje wartość i godność corpus. Czy zatem szacowny Profesor-Prezydent zamierza odwrócić odwieczną hierarchię? Ale jest i druga strona tego medalu. Bo czyż niejednego tzw. państwowego urzędnika na tzw. ciepłej posadzie nowa sytuacja nie zmusi do wyjścia z bezpiecznego kokonu administracji i nie rzuci na mętne i bezwzględne wody panoszącego się wokół wolnego rynku? A tam wiadomo, że obowiązuje prawo dżungli i naturalnej selekcji. Przetrwają jedynie osobniki silne, kreatywne, aktywne na wiele sposobów, umiejące adaptować się do rzeczywistości, lub przetwarzać ją na swój użytek. Co z tego wyniknie? Byt ukształtuje świadomość (powiało zgrozą!!!), czy jednak myśl okaże się silniejsza od zwodniczych pokus?
I w końcu, wędrując po stopniach hierarchii państwowej administracji, wylądowaliśmy na gminnym podwórku. Jakiś czas temu znajomi i do tego kulturalni ludzie, twórcy i animatorzy, dali mi delikatnie do zrozumienia abym się ‘tak bardzo nie przejmowała tym, co sie tutaj dzieje. W końcu kulturalne interesy można robić wszędzie’. Otóż, nie ma obawy. Nie przejmuję się ‘tak bardzo’ i problemy te bynajmniej nie spędzają mi snu z powiek. Po prostu obserwuję, wyciągam wnioski i od czasu do czasu przelewam owe refleksje na komputerowy szklany papier. Pomimo iż nie przejmuję się ‘tak bardzo’, to jednak troszkę się przejmuję. Gdyby na przykład (przepraszam za śmiałe porównanie) Pan Minister nie przejmował się i nie podzielił z nami wnioskami ze swego przejmowania, nie moglibyśmy dziś dzielić z nim radości po piątkowym expose. Gdyby nobliwy Profesor-Prezydent Miasta nie przejmował się kulturalnie (ma przecież z pewnością po wielokroć więcej ważniejszych problemów egzystencjalnych na głowie), wówczas dzisiaj nie wrócilibyśmy do postawionego w początku XX wieku pytania: byt, czy świadomość? Oczywiście nie mam ani urzędu, a tym samym obowiązku ‘przejmować się’, tym bardziej ‘tak bardzo tym, co się tutaj dzieje’. Obiecuję, że jeżeli znajdzie się ktoś, kto wreszcie ‘z urzędu’ lub z racji chociażby geograficznej lokalizacji swej twórczej i animatorskiej aktywności zacznie interesować się ‘tym, co się tutaj dzieje’ w zakresie kultury, natychmiast zamilknę. Lecz pamiętajmy, iż jeśli wszyscy przestaniemy ‘przejmować się tym, co się tutaj dzieje’, ziścić się mogą wypowiedziane przed dwoma tysiącami lat słowa: ‘gdy wszyscy zamilkną, to kamienie wołać będą!’, a to już naprawdę niewesoła perspektywa...
napisz do autorki:
kulturalnykapelusz@gmail.com
- Ilość komentarzy: 2
- Dodaj Komentarz
- Powrót



